Dzień 3 –
28.06.2012
Zaczęliśmy
wcześnie, bo o 9 rano mieliśmy umówione spotkanie z resztą
uczestników programu. Przyjechaliśmy, spotkaliśmy ludzi na stacji,
chwilę pomilczeliśmy w socjalnym kółeczku i zostaliśmy o 9:02
zaprowadzeni do autobusu, mimo że nie wszyscy jeszcze byli. Na
początku podziwialiśmy Singapurczyków za ordnung, ale jednak
poczekaliśmy na spóźnialskich, tyle że w mocno klimatyzowanym
autobusie. Przy okazji zobaczyłem coś, z czym nie spotkałem się w
Polsce (może gdzieś jest, ale nie widziałem), a mianowicie miejsca
parkingowe dla motorów:

Gdy
już zebraliśmy wesołą gromadkę przejechaliśmy się do siedziby
Contact Singapore, gdzie po krótkim powitaniu i zapoznaniu
przedstawiono nam czym jest A*STAR (Agency for Science, Technology
and Research), czym się zajmuje, co nam może zaoferować (staż,
doktorat, postdoka, wszystko mocno finansowane). Koordynatorka była
młoda i bardzo sympatyczna, całkiem ciekawie było też posłuchać
o różnych rzeczach, w tym dość abstrakcyjnych (stopa bezrobocia
na poziomie 2%? Nie wierzę...) Czekała nas przejażdżka do
kompleksu A*STARu i lunch. Przed wejściem okazało się, że na wieżowcu jest napis symbiosis - zupełnie jak nazwa naszej niedawnej konferencji.

Poczęstowali
nas ogromną ilością miejscowego jedzenia, które znacznie bardziej
mi smakowało niż samodzielnie kupowane potrawy. Był m.in. ryż z
warzywami, makaron sojowy, kurczak w lekko pikantnym sosie, ale też
filet rybny z sosem tatarskim. W trakcie lunchu ruszyła integracja i
okazało się, że najlepiej się czuję w towarzystwie Amerykanów
(głównie Kalifornijczycy: Berkeley, San Diego, Santa Cruz),
Kanadyjczyków i Niemca. Bardzo przyjemnie było sobie z nimi
porozmawiać, zwłaszcza jak porównywaliśmy swoje kraje.
Kanadyjczyk ledwie mi wierzył w to, że w Warszawie jest jedyna
polska linia metra, skoro on w swoim milionowym Montrealu ma...
(musiał policzyć).. z 5.
Ciekawostka
- na ponad 1000 aplikujących przyjęto 51 osób (w tym mnie, a
przesłałem tylko połowę wymaganych dokumentów, bo zapomniałem o
CV). Tylko 7 osób będzie pracować na National University of
Singapore (NUS), ale za to troje Polaków (w tym ja). Jest dużo
Amerykanów i Koreańczyków, sporo Turków i Polaków i pewien
przegląd po Europie i Azji.
Pokazano
nam też praktyczniejszą stronę ASTARu: showroom z gadżetami
opartymi o ich technologie – np. recyklowalne okulary z materiałów
odpadkowych, grę dla dzieci z ADHD gdzie postać kontroluje się
poprzez koncentrowanie się czy szpitalne łóżko naszpikowane
sensorami (czy pacjent oddycha, jak często, czy się rusza i wiele
innych parametrów).
Następnie
udaliśmy się na teren NUS, gdzie przedstawiono nam ofertę NGS (NUS
Graduate School) – w tym możliwość zrobienia doktoratu po
inżynierce, bez konieczności robienia magistra! Oczywiście mocno
dofinansowane, bardzo kusi...
Zapewniono
nam też poczęstunek i konwersacje z kilkoma studentami z różnych
krajów i tu niespodzianka – jeden przedstawił się jako Michał.
Szybko się dogadaliśmy i po zakończeniu oficjalnej części
programu przeszliśmy się z nim trochę po mieście. Pokazał nam
kawałek Orchard Road – miejsca gdzie dom handlowy stoi obok domu
handlowego, a w jednym z wieżowców biuro wynajmuje polska ambasada.
Gdzieś w tej okolicy zorganizowała ona wraz z placówką ukraińską
wielką transmisję meczu otwarcia mistrzostw, mimo iż piłka nożna
nie jest tu najpopularniejszym sportem.
Okazało
się też, że krople do oczu, zwłaszcza dla użytkowników
soczewek, są niezbędne. Wszechobecna klimatyzacja szybko suszy oczy
i powoduje dyskomfort. Przy okazji odkryłem, że część kosmetyków
jest importowanych z Polski lub bliskiej okolicy – można było
zaobserwować polski jako pierwszy język na niektórych
opakowaniach.
Krakusy
wybrały chwilę przerwy w hostelu i gdzieś zniknęli, a my z
Michałem i jego dziewczyną, Anią, poszliśmy na piwo. Mimo iż
jest to miasto zakazów (pełniących raczej rolę odstraszacza niż
prawdziwej kary) można tam swobodnie pić alkohol na ulicach.
Obejrzeliśmy wybrzeże, po którym zostaniemy jutro oprowadzeni
(naprawdę imponujące, zwłaszcza że tuż obok są setki
wieżowców).
Orzeźwiająca
bryza znad wody, ładna okolica i pokaz laserów z jakiegoś
burżujskiego hotelu bardzo umiliły nam wieczór. Jako że każdy ma
trochę na głowie rozeszliśmy się przed 22. Wprawdzie niektórzy
planują obejrzeć półfinał Niemcy-Włochy, ale 2:30 jako godzina
startu całkiem skutecznie odstrasza, w każdym razie mnie.
Jutro
będzie drugi i ostatni dzień socjalnego programu organizowanego
przez Contact Singapore i dostaniemy krótki kurs po mieście.
Zwiedzimy m.in. Little India, Chinatown, nabrzeże i zobaczymy symbol
Singapuru - Merilion. Dlatego powinienem jutro zamieścić znacznie
więcej obrazków niż dzisiaj.