![]() |
| Wodospad, a co. |
Piątek
nie zapowiadał się specjalnie. Myślałem że może skoczymy gdzieś
z chłopakami na piwo czy pogramy w monopol, ale wyszło inaczej.
Zaczęło się od tego, że rano zastanawiałem się dlaczego nie
widzę nikogo z labu. Potem okazało się, że przegapiłem spotkanie
grupowe, co mnie bynajmniej nie ucieszyło, ale żadnych konsekwencji
poza tym nie było. Swojej pracy nie posunąłem w ogóle do przodu,
za to pomogłem zarówno Klausowi jak i Xue Wen – z każdą osobą
zrobiłem raz transfekcję, by pokazać jak to robię na tej
konkretnie maszynie. Gdy powoli zbierałem się do hostelu zostałem
zapytany czy nie chciałbym się przejść do Gardens by the Bay z
chińską grupą, na co przystałem.
W trakcie
gdy czekaliśmy na brata Xue Wen w metrze dorwałem się do 7-eleven
(Żabki) i kupiłem sobie zupkę chińską na wynos, po części z
głodu po części dla zabawy – w Polsce jakoś nie widziałem
takiej opcji. Potem poszliśmy do kas i kupiliśmy bilety na wejście
do szklarni Cloudy Forest - 11 dolarów, po zniżce. Tutaj miejsca do zwiedzania czy zabawy są albo bezpłatne albo bardzo drogie...
W środku było bardzo
przyzwoicie – zwiedzanie zajęło nam z półtorej godziny i
obejrzeliśmy wszystko co przygotowali, od wysokiego sztucznego
wodospadu, poprzez film o tym jak będzie wyglądać Ziemia gdy
średnia temperatura wzrośnie o 5 C aż do orchidei, rosiczek i
innych egzotycznych roślin.
![]() |
| Owadożerna roślina. |
Niestety
nie udało nam się wejść na Skyway – most między dwoma wieżami,
dający zapewne wspaniały widok na zatokę i ogrody – ponieważ
kropiło, a BHP nie pozwala wchodzić w czasie deszczu. Dlatego
przeszliśmy się po burżujskim Marina Bay Sands (galeria, gdzie
Armani jest chyba z tych tańszych), chłonąc cudzy luksus i zbytek.
Widok na hotelowe kasyno też był wspaniały.
![]() |
| Skyway i sztuczne drzewa. |
![]() |
| Część, może ćwiartka, kasyna. |
W sobotę
zaplanowaliśmy labowego grilla. Wprawdzie miejscowi Polacy się za
to na mnie trochę obrazili (mieliśmy żegnać Michała, ale z nim
się umówiłem na później, a przełożyć grilla nie miałem jak),
ale nie można mieć wszystkiego. Przedpołudnie spędziłem w
cudownie swojski sposób – czytając książkę i grając na
kompie. Skuszony obietnicami gór jedzenia nie jadłem tego dnia
praktycznie nic i bardzo dobrze zrobiłem – jedzenie braliśmy
potem do domu torbami, bo nikt nie był w stanie już jeść.
Nie
spodziewałem się, że ten grill tak dobrze wyjdzie. Wprawdzie
zaczęliśmy z niemal półtoragodzinnym poślizgiem, jednak potem
było tylko lepiej. Było mnóstwo miejscowych specjałów (sataye,
płaszczka, skrzydełka kurczaka z sosem orzechowo-chili), piwo
(niewiele, a i tego praktycznie nie piłem, żeby nie było że
Polacy to tylko by pili) oraz ludzie. Odbyła się całkiem niezła
integracja, przy dużym udziale dzieci jednej z doktorantek. Trójka
dzieciaków w wieku 1,5-5,5 szalała przy piłkach i rakietkach do
badmintona wciągając w to różnych członków zespołu. Była też
jedna bardzo ciekawa okoliczność, która dla miejscowych może być
wadą, ale dla mnie była nie lada atrakcją: park był położony
nad morzem, a dokładniej koło doków. Także z jednej strony
mieliśmy drzewa, alejki i trawę, a z drugiej żurawie i kontenery,
co gwarantowało ciekawe, a w każdym razie niecodzienne, widoki.
![]() |
| Huragan ognia jak w CNK - tyle że w CNK jest cały czas a tu dwa razy dziennie. |
Niedziela
miała być dniem muzeów. Poprzedniego dnia wszyscy zgodnie mi
polecali, żebym poszedł do Asia Civilization Museum i do Nationa
Orchid Garden. Zacząłem od orchidei, bo są dziesięć minut
spaceru ode mnie. O ile nie jestem wielkim miłośnikiem kwiatów, o
tyle muszę stwierdzić że bardzo mi się podobało. Po pierwsze
trafiłem na promocję (student wchodzi za darmo, bilet normalny
kosztuje pięć dolców), po drugie kwiatów było duża ilość.
Prezentowały wiele kształtów, wymiarów, imion (była cała alejka
dla orchidei nazwanych imionami vipów czy celebrytów).
![]() |
| A w Botanic Gardens siedzi sobie Szopen. |
Po godzinie zwiedzania przemieściłem się do Science Center, odpowiednika CN Kopernik w Warszawie. Tu już musiałem zapłacić jak dorosły, a szkoda. Wystawa była bardzo wyraźnie skierowana do dzieci, a sporo eksponatów było już dość zużytych – często nie działały przyciski czy wyświetlacze dotykowe. Wszystko było podzielone na sektory tematyczne, a co godzinę były rozmaite pokazy (np. cewki Tesli czy ognisty huragan) co zapewniło że nie dałem rady już iść do ACM. Przeszedłem całe muzeum, chociaż wiele nowych rzeczy się nie dowiedziałem. Ale cóż, ta placówka ma za zadanie szerzyć wiedzę o nauce wśród dzieci, a nie studentów politechnik. Warto było przyjść, z tego też powodu by się przekonać, że Polak potrafi – CNK wcale nie jest gorsze.







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz